Wspaniała historia bóstw z Warszany.

Chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć o tym, jak bóstwa Gauranga Radha Wradźeśwara pojawiły się w Warszanie.

Udałem się kiedyś do Nawadwipy w poszukiwaniu bóstw. Miasto to jest kolebką nadzwyczajnej wielkoduszności, więc byłem głęboko przekonany, że właśnie stamtąd powinny pochodzić nasze bóstwa. Co więcej, miejscowość ta jest również znana z utalentowanych ludwisarzy i stanowi główny ośrodek produkcji karatali (karatāḷa, tradycyjny instrument perkusyjny w Indiach). Poszedłem więc do warsztatu brązownika i porozmawiałem z właścicielem na temat swoich planów wielbienia Radhy i Kryszny.

W Kolumbii były już zainstalowane bóstwa Gaura Nitaj. Kiedyś miałem okazję widzieć ulubione bóstwa Śrili Prabhupady – Śri Śri Radhę Damodarę. To były dwie duże, odlane z brązu postacie. Podróżowałem z nimi przez krótki czas autobusem po Stanach Zjednoczonych. Potem zawieziono je na farmę o nazwie Gita Nagari, którą również odwiedzałem. Cały czas miałem piękno tych bóstw przed oczami. Składając zamówienie, poprosiłem jednak, by nasze były większe. Wykonanie ich było dużym przedsięwzięciem i zajęło rzemieślnikom rok czasu. Odebrane przeze mnie bóstwa były w rezultacie bardzo, bardzo ciężkie. Nie miałem bladego pojęcia, jak je przewieźć samolotem.

Porozmawiałem więc z kilkoma przyjaciółmi z Panamy, którzy prowadzą interesy w Indiach. Udało mi się uzyskać wsparcie jednego z nich – Pan Rachor pozwolił mi załadować bóstwa na należący do jego firmy kontenerowiec. Miały one dostać się drogą morską do Panamy. Mając na uwadze ich bezpieczeństwo, odpowiednio je spakowałem. Tak właśnie rozpoczęła się ich transcendentna podróż. W międzyczasie wielbiciele z Kolumbii zebrali pieniądze, żeby za nie zapłacić. Świątynia, w której są wielbione, do tej pory otrzymuje regularne wsparcie finansowe.

Radha i Wradźeśwara dotarli w końcu na miejsce. Przewiezienie ich z Panamy do Kolumbii było dużo trudniejszym zadaniem, ponieważ import towarów do Kolumbii to z reguły droga przez mękę. Moi przyjaciele Baskara i Harihara zajmowali się wtedy wykonywaniem ozdób dla hinduskich świątyń w Panamie. Otrzymałem od nich różne formy dla przyszłej świątyni. Jedną z nich była forma gigantycznego słonia.

Postanowiłem wziąć Bóstwa ze sobą jako bagaż. Wyobraźcie sobie twarze pań pracujących w punkcie odprawy bagażowo-biletowej, gdy pojawiłem się na lotnisku z formą słonia i dwoma wielkimi pudłami, które były tak ciężkie, że trudno było je podnieść. Nie pamiętam dobrze tej odprawy, ale wydaje mi się, że skończyło się tylko na uśmiechach i nie pobrano ode mnie żadnej opłaty. Duchowa służba linii lotniczych…

Na lotnisku w Bogocie bóstwa zostały przywitane przez wielbicieli, którzy urządzili wspaniałą kirtanę (kīrtana). Celnicy byli tak zajęci sprawdzaniem pustej w środku formy słonia, że niemal nie zwracali uwagi na pudła z bóstwami. W końcu jednak ktoś poprosił mnie, żebym je otworzył. Oczom wszystkich ukazały się piękne twarze Radhy i Wradźeśwary. Pan Ćajtanja dotarł później, wysłany przez Śrilę B.R. Śridharę Maharadźę. Powiedziałem zaskoczonym celnikom, że są to posągi przedstawiające Boga i że czcimy je w naszej świątyni. Dodałem, że nie powinni w związku z tym naliczać nam żadnych opłat, ponieważ ich obecność w Kolumbii to błogosławieństwo. Celnicy pozytywnie rozpatrzyli mój wniosek.


Gdy po długiej podróży, w której towarzyszyły im uśmiechy ludzi z całego świata, bóstwa Radhy i Wradźeśwary zostały przywitane przepiękną kirtaną, poczułem w sercu, że udało mi się coś osiągnąć, sprowadzając je dla wielbicieli do Kolumbii. Nie miałem jeszcze wtedy pojęcia, że zostaną isztadewami (iṣṭadeva, ulubione bóstwo) mojej duchowej rodziny i będą wielbione w naszych świątyniach w formie zdjęć.

Przetransportowałem bóstwa do swojego biura i udałem się tam wraz z matką Madanamohanamohini, która mieszkała wtedy w naszej świątyni. Pochodziła z Kostaryki i była doskonałą krawcową. Tego dnia założyliśmy bóstwom korony i naszyjniki. Nie miały jeszcze żadnej świątyni, ale radość była ogromna. Przywiozłem ze sobą sporo indyjskiego jedwabiu, więc matka Madanamohanamohini zaczęła od razu szyć ubrania. Tak się rozpoczął maraton przygotowań do instalacji Śri Śri Radhy Wradźeśwary.

Czuliśmy rękę Boga we wszystkim i wierzcie mi, wcale nie było łatwo. To już jednak zupełnie inna, i dość długa, historia. Nie docierało jeszcze wtedy do mnie, że bóstwa wybrały mnie na Swego sługę i że postanowiły zostać w nowej misji.

Instalacja bóstw była międzynarodowym wydarzeniem. Przybyli na nią Bhakti Abhaja Narajana Maharadźa, Dewamrita Swami, Pańća Drawida Swami oraz Dinabandhu. Najważniejszym gościem był jednak Śrila Bhakti Bhimala Haridźana Maharadźa. Przeprowadziliśmy cztery ofiary ogniowe oraz ceremonię inauguracji świątyni, zgodnie z wytycznymi otrzymanymi od Gaurakeśawy Prabhu. Był on ekspertem od ofiar za czasów Śrili Prabhupady. To był pierwszy raz w moim życiu, kiedy dokonałem czegoś tak wielkiego. Za każdym razem, gdy modliłem się przed bóstwami, błagałem Radhę i Wradźeśwarę o łaskę w postaci kolejnej darśany (darśana, audiencja).

Wielokrotnie rozmawiałem ze Śripadą Hriszikeśą Maharadźą na temat świątyni w Warszanie. Z początku byliśmy błędnie przekonani, że powinniśmy w pełni wyeksponować jej przepych i bogactwo. Baliśmy się jednak, że ludzie w tym kraju oszaleją. Potem, obserwując funkcjonowanie Planetarium Jogi w Peru, zmieniliśmy zdanie. Uświadomiliśmy sobie potencjał edukacyjny takiego miejsca oraz fakt, że jego oddziaływanie może sięgać nawet na uniwersytety. Doszedłem więc do wniosku, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Uznałem, że tak niezwykłe i pełne praktycznych nauk miejsce będzie raczej źródłem głębokiego szacunku dla wielbicieli. Zdecydowaliśmy się więc zrealizować ten wspaniały plan.

Wszystko jest w rękach moich bóstw. Jeśli pozwolą, będę pełnił tę służbę. Dlatego poprosiłem mojego drogiego Dwarakanthę, który zbudował wiele domków trulli (trulli, niewielki budynek z charakterystycznym, kamiennym dachem w kształcie stożka) w Peru, żeby udał się do Warszany. Wysłałem tam również matkę Gangamatę i planuję zaangażować w prace wielu innych artystów.

Proszę również wielbicieli, którzy się na tym znają, żeby opracowali odpowiednią kampanię reklamową, celem zachęcenia ludzi do odwiedzania naszych farm. Mam na myśli broszury, dzięki którym ludzie będą mogli się czegoś dowiedzieć o domkach trulli i Joga Planetarium. Potrzebujemy reklamy także dla takich miejsc, jak Nowa Wryndawana, Ekachakra, Gaura Mandal, Vrindavan Jardin Ecologico, Raval, Varsana Vrindavanita i Gambhira. Matka Maharani zaczęła organizować duchowe odosobnienia na dużą skalę. Dzięki temu ludzie są skłonni odwiedzać nasze gospodarstwa. Innymi słowy, pracujemy na wszystkich frontach. Radhaćaran, Nitajgauranga, Bhagawata – maraton. Życie duchowe powinno być maratonem.

Czat ze Śrilą B.A. Paramadwajtim Swamim, z 16 listopada 2003r.

tłumaczenie: PŁ
korekta: IS

(17 wyświetleń)